Macierzyństwo może frustrować!

Cudowne macierzyństwo może być chwilami frustrujące. Zakochując się bezgranicznie w małym człowieczku zapominamy o sobie, o swoich marzeniach, pasjach  a fizyczny brak czasu na kontakt z sobą i dochodzące zmęczenie, staje się najnormalniej w świecie frustrujące!  Nie miejmy poczucia winy gdy dopadnie nas chwilowa frustracja!                              Szczęśliwa mama=szczęśliwe dziecko!

 

Jestem! nie wiem kim jestem ale jeszcze jestem. Myślę choć czuję, że mój mózg zwyczajnie się przepracował. Jest zmęczony, przepracowany, wypalony jakby coś w nim siedziało i każdy impuls z trudem przesyłało. Ja jestem zmęczona tak bardzo, że nie umie nawet tego opisać słowami. Potrzebuję pomocy.

Tysiąc myśli zaprząta moją głowę. Biegną jak oszalałe w różne strony. Każdy temat, każdą wersję rozwiązania mój mózg przerabia i nie znajduje dobrego rozwiązania. Bo nigdy nie wiesz co cię czeka.

Moje życie to bolesna tułaczka. Mam rodzinę a czuję się gorzej niż bym wyszła z domu dziecka. To trudny ból do opisania. Stworzyłam tego bloga aby go poznać, poznać siebie. Jest coś w nas ludziach czego nie możemy zdefiniować. Trudno nam o tym mówić. EMOCJE ! to chyba są emocje. Dzięki nim czujemy. Odbieramy świat innymi zmysłami. Są takie dogłębne. Często zapierają dech w piersiach gdy patrzymy na coś pięknego lub wyciskają łzy gdy o nas mówią nieprawdę.

Znów będziemy się przeprowadzać bo jednak nie mamy tutaj spokoju. Moi toksyczni rodzice wchodzą z butami w nasze życie. Moja psychika przez te 2 lata i 3 miesiące bardzo ucierpiała, przeżyła nie wiarygodne obciążenie. Trudno jest samotnie wychowywać dziecko gdy rodzice rzucają ci kłody pod nogi zamiast wesprzeć dobrym słowem i uśmiechem.

W życiu nic nie dzieje się bez przyczyny i od tak…każda sytuacja wcześniej była zaplanowana. Gdy dowiedziałam się o ciąży prosiłam przyszłego męża, żeby mnie nie zostawiał, żebyśmy wynajęli mieszkanie w Piasecznie blisko jego miejsca zamieszkania. Niestety po rozważaniach iż nie damy sobie finansowo rady a w domu rodzinnym mam siostry do pomocy i mama nie pracuje to zabawi dziecko jak po roku macierzyńskiego będę chciała iść do pracy, wróciłam do Lutczy. Ogromny błąd! Żyję teraz problemami toksycznych rodziców lub jak wcześniej jeszcze w domu rodzinnym problemami małżeńskimi mojej siostry. Życie takie sobie życie jest. Plącze, plącze i przeplata. Powoli okazywało się, że podjęliśmy tragiczną w skutkach decyzję.

Jest maj 2014 roku wracam z Piaseczna na ostatni miesiąc przed porodem aby być bliżej szpitala w którym zaplanowałam poród. Jest oczekiwanie. Mija wyznaczony termin porodu 10 czerwca. Jest strach i obawa bo wyniki hormonów tarczycy są złe. Nie wiadomo czy z dzieckiem będzie wszystko dobrze. Nie wiadomo kto zawiezie mnie do szpitala jak zacznie się poród. Boję się ale jestem spokojna. co ma być to będzie. ŻYCIE! tak bardzo marzyłam, żeby to mąż pojechał ze mną na porodówkę. UDAŁO SIĘ! Nikusia zaczekała aż tata wróci z Warszawy prześpi się i 17 czerwca pojedzie z nią i mamusią na poród. Miną miesiąc są problemy bo chcę dziecko do butelki przyzwyczaić i nadal karmić piersią. Ciągłe pretensje o gówniane rzeczy np. że jem pomidora a teraz są drogie. Ja sama i toksyczna mamusia. Jest ciężko, rozważamy przeprowadzkę do Piaseczna na mieszkanie gdzie poczęła się Nikula. Koledzy nie zgadzają się na mieszkanie z dzieckiem. Myślimy i myślimy może inne mieszkanie? ale po chrzcinach. 21 września 2014 r. chrzcimy Nikusię jest cała rodzina. Po chrzcinach podjęliśmy decyzję, że więcej zaoszczędzimy na nasz dom jak będę mieszkać z dzieckiem dalej w domu rodzinnym. Mieliśmy budować się na działce od mojej mamy ale na szczęście nie wzięliśmy tej działki. Z nią było by jeszcze więcej problemów. Szukaliśmy swojej działki aż do października 2015 roku. Przez ten czas były święta Bożego Narodzenia pierwsze święta w życiu Nikusi spędzone  w Myczkowcach u moich teściów. Nie dało się już wytrzymać zwłaszcza, że jesień i zima to ciężki czas w moim domu rodzinnym. Mało słońca i roboty do zrobienia więc każdy po sobie szuka zaczepki a szczególnie moja toksyczna mamusia i tatuś swoje pretensje przelewają na moje małżeństwo, widząc że jest nam za dobrze. Gorączkowy świąteczny miesiąc grudzień i cały styczeń spędziłam w Myczkowcach. Toksyczna mamusia wydzwania, żebyśmy wracały bo będzie się sprzątać w domu po mojej babci i tu możemy mieszkać. Nie rajcowało mnie to wcale ale wróciłam pokazać jak moja córcia a ich jedyna wnuczka już urosła. Dalej problemy i kłutnie o błache rzeczy. Obrażanie wszystkich do okoła moich najbliższych co mnie szanują. Mój mąż to niezdara a jego rodzice nieroby.  Dla odskoczni od wariactwa postanowiłam zasadzić ogródek mojej babci, pielęgnować i patrzeć jak rosną. W każdej wolnej chwili szłam i wyrywałam trawkę, siekałam i podwiązywałam pomidory czy ogórki. Często Nikusia spała w wózeczku przy ogródku a ja pracowałam. Miałam tego roku dużo pomidorów.

Pierwsze urodzinki Nikusi huczne w hotelu*** Solina SPA w Myczkowcach. Życie toczy się dalej. Kończy się mój urlop macierzyński przechodzę na kuroniówkę. Nadarza się okazja odbycia stażu ze środków unijnych. Do 10 lipca przyjmują wnioski w urzędzie pracy trzeba tylko znaleźć pracodawcę. Marzyło mi się odbyć staż w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Zadzwoniłam, zapytałam, przyszłam do naczelnika wydziału i dostałam zgodę na odbywanie 3,5 miesięcznego stażu. Cieszyłam się jak głupia, że się udała. Gdy będąc jeszcze na studiach próbowałam nigdy nie mogłam trafić na wolne miejsce a teraz się udało. Tak zwyczajnie, bo tak właśnie miało być! To żaden przypadek!

Na stażu poznałam świetnych ludzi, każdy inny wyjątkowy z innymi doświadczeniami życiowymi. Nauczyłam się wiele. Często zastępowałam koleżankę w sekretariacie co było dla mnie wyróżnieniem ale i też ciężką pracą z uwagi na ilość poczty jaką trzeba było wprowadzić do systemu a w miedzy czasie robić kawę, odebrać telefon i ładnie wyglądać. Nie jest łatwa praca sekretarki ale też łatwych rzeczy w życiu jest mało i dla każdego jest to co innego.

 

Robert Rutkowski -psychoterapeuta 

Dzięki tej osobie wczoraj zrozumiałam ważne kwestie nad którymi zastanawiałam się przez 15 ostatnich lat. Nazwałam swój odwieczny problem i poznałam jego genezę. Teraz już wiem, że rodzice dają życie i niszczą jednocześnie. Ludzie młodzi wyrastaliby na wspaniałych dorosłych gdyby tylko dorośli im nie przeszkadzali. Należy dzieci częściej chwalić niż  rozkazywała ,  nakazywać i karać. Niestety taki model wychowania obowiązuje w każdym polskim domu. I mamy później młodzież zakąpleksioną z niską samoocena łapiącą się różnych używek. Niska samoocena rzutuje na całe nasze życie, utrudnia osiąganie celów ,  rujnuje mózg w konsekwencji prowadząc do chorób cywilizacyjnych jak nowotwory czy depresję. Ja zostałam tak zraniona i obecnie motam się jak liść na wietrze,  widząc bezsensowność swojego istnienia.  To nie wiarygodne jak wiele zależy od rodziców. Jakie ogólne wyzwanie stoi przedemerytalne otworem. Chciałabym podołać ! Wychować inaczej swoją córkę. Budować w niej poczucie swojej ogromnej wartości. 

Teraz udam się do niej, przytulę pocałuję  i przełoży do jej łóżeczka. Muszę odpocząć bo się pochorowałam niestety!

Przeprowadzka

Całe moje dotychczasowe życie to przeprowadzki. Mój dom rodzinny nie spełniał moich niewygórowanych wymogów. Chciałam akceptacji i spokoju. Świata uczyłam się sama. Moi rodzice częściej zajmowali się sobą i swoimi ambicjami wobec siebie na wzajem. Moja mama walczyła z teściami a tata uciekał do garażu. Wiedziałam, że jest nie tak jak być powinno. W każdym z kościołów odwiedzanych na wycieczkach modliła się o zgodę i spokój. Niestety efekty były marne. Zaprzestałam.                       Myślałam wezmę ślub, urodzę dziecko będzie lepiej. Nie było i nie będzie. 

Dnia 21 mają 2016 przeprowadziłam się do domu mojej babci . Niestety po drugiej stronie rodzinnego domu. Zdecydowanie za blisko do rodziców wobec których mam ogromny żal. Nigdy nie chwalili zawsze było mało. Dostałam 4,5 to czemu nie 5. Im więcej pracowałam i wypełniałam polecenia mamy tym większą stawałam się niezdarą i nieudacznicą. Ale to temat na inny post. 

Kim będzie moja dwulatka?

Za 5 dni moja Nikusia skończy dwa latka. To fantastyczne, że jest z nami już dwa latka. Dzisiaj tak przy okazji malowania zapytałam się córci czy nie chciałaby zostać rysowniczką lub malarką. Od kąd pamiętam pięknie trzymała kredki czy długopis w swej małej rączce. Zawsze wszystkich to zadziwiało!
A moja Nikolka odpowiedziała stanowczo NIE. Pytam więc to kim chcesz być? A ona na to mówi swoje JA. Oznacza to, że będzie sobą tak poprostu! I słusznie! Tak oto jest mądra moja dwulatka:) jestem z niej dumna.

image

Rysując Nikusia

image

Boże Ciało 2016

W przed dzień tego wyjątkowego świata  przygotowałam dla nasz kreacje. Nikusi w ramach pogłębiania dekoltu naszyłam piękne białe koraliki.

image

Sukienka jeszcze od chrztu nabrała zupełnie innego wymiaru. Stała się bardziej dostojna.
Na przyszły rok będę musiała zakupić nową białą suknię gdyż na tą już Nikolka narzekała, krzycząc że mała!

My! Rodzice

„Mieć wspaniałych rodziców to największy skarb”-powiedział ksiądz na kazaniu z okazji pierwszej komunii świętej w Żyznowie.

image

Dzisiaj niedziela i święto zesłania Ducha Świętego. Wybrałam się z Nikulką do kościoła na 10:30. Udało nam się 30 minut wysiedzieć i Nikusia powiedziała dość chcę iść „tam mamo” – wskazując na drzwi. I tyle było mszy św. Musiałam wyjść i iść do samochodu, bo Niki tak mi rozkazywała. Gdy się jej zapytałam czy będzie grzeczna na następny raz, bez zastanowienia usłyszałam Nikusiowe „Nie”!

image

Pojechałam więc z nią przed siebie do kościoła w Żyznowie a Niki zasnęła.

image

Wiemy, że bycie rodzicami Nikusi nie jest łatwe i nie będzie. Mamy przed sobą prawdziwe wyzwanie! Chciałabym aby nie bała się być sobą i cieszyła się wszystkim co ją otacza. Każdym promykiem słońca, ptaszkiem lecącym i życzliwym uśmiechem dobrych ludzi.
Będziemy z nią jeśli takie jest nasze przeznaczenie.

image

Kochamy Cię Niki zawsze i wszędzie, nieważne co będzie!

image